Korea
Bye Korea, witaj znowu Wietnam
Nigdy nie lubię kończyć wakacji i jak mam opuścić jakieś miejsce, to robię się lekko sentymentalny. Oczywiście jeżeli jakieś miejsce mi się podoba. W przypadku Korei, te wakacje były nie tylko wielkim pozytywnym zaskoczeniem, ze względu nie tylko na kraj i ludzi, ale także z powodu udanego podróżowania z dzieckiem.
Jest wiele rzeczy, które mogą się nie udać jak się podróżuje z dzieckiem: przemieszczanie się, choroby i brak snu, to chyba były nasze największe obawy. Na szczęście młody, poza okropnymi glutami w nosie, był w pełni sił i cały czas gotowy na bycie gwiazdą wsród lokalnej populacji.
Rownież spanie po rożnych hotelach i motelan nam się udało całkiem nieźle. W większości wypadków (o ile się nie zostaje w hotelach 5 gwiazdkowych, co mogą wysuszyć portfel), raczej nie ma co liczyć na łóżeczko dla dziecka. Z drugiej strony nam się nie chciało dźwigać przenośnego, bo nawet te małe ważą kilka kilo i zajmują sporo miejsca. Ostatecznie, na ratunek przyszła inwencja twórcza i Jeremi miał sypialnie np. pod biurkiem osłonięty Asiowymi chustami i leżący na dodatkowej pościeli. Albo, innym razem, spał na dodatkowym siedzeniu przy ścianie, odpowiednio zabezpieczony przed spadnięciem ze wszystkich stron. Ostatecznie, większość nocy przesypiał całkiem nieźle, czasem tylko budząc się na dodatkowe mleko;)
W kwestii przemieszczania się po miastach, wsiach, światyniach i szlakach, to już jakiś czas temu Asia zrobiła porównanie dostępnych nosidełek dla dzieci i przed wyjazdem kupiliśmy plecak Escape firmy Phil&Teds (http://philandteds.com/productsus/carryus/escapeus). Przez ostatnie trzy tygodnie chodziłem z Jeremim po Korei, przez około 4-5 godzin dzennie (czasem wiecej). Jeremi, nie miał problemów ze spaniem w plecaku, ja tylko musiałem cały czas chodzić jak spał. Plecak ma dobre oparcie na biodrach i przez cały ten czas nie miałem problemów z plecami. Dodatkowo, jest w nim dosyć wygodna przestrzeń do zapakowania dodatkowych pieluch, chusteczek, ubranek na zmianę i kilku innych szpargałów (im mniej tym lepiej;). Inna dosyć ważną zaleta tego plecaka jest fakt, że da się ten plecak po zdjęciu z pleców po prostu postawić na ziemi z dzieckiem. Asia także wzięła do noszenia dziecka specjalną chustę, ale poza kilkoma wyjątkowymi sytuacjami (ach ta Hein-sa), Jeremi był noszony w plecaku.
Tak więc ostatnie dwa dni spędziliśmy na kończeniu zwiedzania Busan.
Najpierw byliśmy w samym centrum miasta, gdzie jest mnóstwo deptakow z kawiarniami, restauracjami i sklepami z ciuchami. Czasem wydaje się, że Koreańczycy wydają fortunę na ubrania, bo niezależnie od pory dnia, zawsze jest pełno ludzi w tych sklepach.
Pózniej poszliśmy zobaczyć nawiekszy w Koreii market rybny, na którym można kupić wszystko co żyje w morzu. Cześć rzeczy sprzedawanych tam mogliśmy spokojnie rozpoznać, ale większość ryb, skorupiaków i roślin była dla nas i zagadką i nowością. Ponad to można było kupić wszystko w kilku postaciach: żywe, martwe, suszone, sfermemrowane i zmielone... Scenerię dopelniał specyficzny zapach unoszący się w powietrzu, ni to miły, ni to obrzydzajacy.
Ostatnigo dnia zrobiliśmy sobie wycieczkę promem, płynącym z jednego krańca miasta do samego centrum. Po drodze można było podziwiać panoramę Busan z dużą ilością pagórków i lasów, poprzecinanych wysokimi blokami mieszkalnymi. Część z tych bloków usadowiona była prawie nad samym morzem z widokami zapierającymi dech w piersiach.
Muszę się przyznać, że nawet po pełnych 3 tygodniach w Korei, nadal jestem zadziwiony wielkością i rozmachem z jakim Koreańczycy budują blokowiska. 20 i 30 piętrowe bloki to nie rzadkość, często budowane po 10-15 na raz. Podejrzewam, że jakby Melbourne było wybudowane w ten sposób, to by zajęło 1/100 tego co teraz;)
Po skończeniu wycieczki promem, poszwędaliśmy się jeszcze po centrum Busan i powoli wróciliśmy do hotelu. Jutro odlatujemy do Wietnamu i trzeba się jeszcze spakować i przygotować na kompletną zmianę cywilizacyjną:)
Wasz wyjeżdżający,
Kuba
Korea
Ostatni przystanek w Koreii - Busan
Korea
Zabytki UNESCO
Dzisiaj w ramach ukulturalnienia pojechaliśmy zobaczyć nie jeden, a dwa zabyki z listy UNESCO znajdujące się niedaleko Gyeongju: Bulguk-Sa i Seokuram Grotto. Oczywiście, jak to już zauważyliśmy w Koreii, komunikacja miejska jest doskonale rozwinięta i dojeżdża tam zwykły autobus miejski. Na szczęście Gyengju jest w miarę małym miasteczkiem, przez co i jazda autobusem odbyła się w kulturalnych warunkach.
Korea
Miasto-muzeum Gyeongju
Jednym z miejsc, które bardzo chciałem zobaczyć w Koreii, jest miasto Gyeongju, które około 2000 lat temu zostało stolica królestwa Sillii. Jako stolica królestwa, któremu udało się zjednoczyć cały polwysep koreański, miasto to jest wręcz zawalone zabytkami. Właściwie, gdzie się nie pójdzie historia przebija się przez nowoczesne ulice i budynki.
Korea
Sauna za rogiem
Zatrzymaliśmy się, jak juz Kuba wspomniał, w tzw. love motel, czyli hmmm... delikatnie mówiąc motelu dla par. Wszędzie (zresztą jak w całej Korei) było bardzo czysto, nie mieliśmy też 'głośnych' sąsiadów, a jedyną oznaką, ze jesteśmy w love motel była paczka prezerwatyw w pokoju ;-) Największym wyzwaniem dla nas okazał się jednak rodzaj pokoju jaki wybraliśmy. Tzw. ondol to typowy pokój dla Koreańczyków, w którym śpi się na podłodze. Przyznam, że było cieżko. Nie wiem jak oni to robią, ale ja czułam się jak poobijana. Ufff... Całe szczęście to tylko trzy noce.